Teraz jest: 7 osób na tej stronie.poniedziałek, 8 wrzesień 2008 rok
Recenzje
Opowieci z krypty...
Profetyzm czy...?
Świat po kapitalizmie...
Zderzenie cywilizacji...
Świat nie jest towarem...
Wywiady
Siła Złego na jednego...
Bawię się więc jestem...
Pracę można traktować...
Nie było momentu w...
Kod tożsamości...
Wierzę, że Bóg nie istnieje...
Stany Zjednoczone są...
Wszystko, co ma...
Jestem cierpliwy...
Imię człowieka...
Forum
Eksplozja egoizmu...
Era zwismenów...
Kilka myśli o języku...
Ja na ekranie monitora...
O systemie i innych...
Freudowska koncepcja...
Zapiski...
ABC antyglobalizmu...
Obywatel w Konstytucji...
Globalizacja a tożsamość...
Obronić polską wieś...
W obronie polskiej wsi...
Klasycy
Kartezjusz - "Wątpienie"...
Tołstoj - Przemówienie...
"Tako rzecze Zaratustra"...
Polecamy strony
Sprawozdanie z...
Amnesty International...
Rozerwij się!...
Obywatele bez ziemi...
Opowieści z krypty
W czasach komunistycznych (które, dzięki Bogu, Wałęsie i paru innym) mamy już za sobą, krążył wśród studentów biologii następujący dowcip: podczas egzaminu z anatomii profesor pokazuje zdającym dwa szkielety ludzkie. "Czyje to szkielety?" - pyta na przetarcie. Studenci jednak, nieco zastraszeni, siedzą cicho. "Czyje to szkielety?!" - powtarza profesor, coraz bardziej zdenerwowany. Na sali cisza. W końcu profesor nie wytrzymuje i wybucha: "No nie, o czym żeście się przez te całe 5 lat uczyli?" Na to jeden ze studentów: "Nie może być! Marks i Engels?!"

Pół żartem, pół serio można zaryzykować stwierdzenie, że dziewięciu na dziesięciu studentów etnologii wykrzyknęłoby dziś w podobnej sytuacji: "Niemożliwe! Malinowski?!"

Każdy, kto odróżnia choć w podstawowym zakresie etnologię od ichtiologii i antropologię od androidów, przystąpi do lektury Dziennika w ścisłym tego słowa znaczeniu z mniej lub bardziej określonym nastawieniem. Będzie to, rzecz jasna, wynikiem znaczącego wkładu Bronisława Malinowskiego do dorobku uprawianej przezeń dyscypliny, ale i lektury wstępu do najnowszego wydania dzieła, którego autorka Grażyna Kubica rozpływa się w pochwałach dla uczonego i broni go przed atakami recenzentów niczym zaborcza harpia złapanych w sidła podróżników.

Przed przystąpieniem do lektury Dziennika... czytelnik spodziewa się zatem książki niezwykłej, nowatorskiej i przełomowej, czegoś w rodzaju Zwrotnika Raka czy Różoukrzyżowania Henry-ego Millera, tyle że na gruncie antropologii.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tym porównaniu. Kamieniem milowym w rozwoju postnowoczesnej literatury i zasługą Millera, człowieka, który jak określiła to Erika Jong1, "dał światu bujność narracji w pierwszej osobie i czas teraźniejszy" było stworzenie zupełnie nowej, maksymalnie zbliżonej do "prawdziwego życia" konwencji narracyjnej, której sens w skrócie da się wyrazić w jakże subtelnym i lapidarnym stwierdzeniu samego pisarza: "Książka paryska: w pierwszej osobie, bez cenzury, bez konstrukcji "pierdol wszystko!" Od czasu wydania w Stanach Zjednoczonych Zwrotników... nic nie było już takie jak dawniej. Człowiek o "twardym sercu i sześciocalowym członku" przeszedł do historii, do Kolosa z Maroussi czy Czarnej wiosny odwoływali się Kerouac, Ginsberg, Nin, Jong, Mailer i wielu (czy też wiele...) innych, zawsze zaś łasi na pokusy futurologii krytycy zaczęli znacznie śmielej niż w czasach D.H. Lawrence'a kreślić wizje autobiografii jako jedynej prawdziwej literatury przyszłości.

| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
Ostatnia modyfikacja: 2006.08.24 - 14:13