Opowieści z krypty
W czasach komunistycznych (które, dzięki Bogu, Wałęsie
i paru innym) mamy już za sobą, krążył wśród studentów biologii
następujący dowcip: podczas egzaminu z anatomii profesor pokazuje zdającym
dwa szkielety ludzkie. "Czyje to szkielety?" - pyta na
przetarcie. Studenci jednak, nieco zastraszeni, siedzą cicho.
"Czyje to szkielety?!" - powtarza profesor, coraz
bardziej zdenerwowany. Na sali cisza. W końcu profesor nie wytrzymuje i
wybucha: "No nie, o czym żeście się przez te całe 5 lat
uczyli?" Na to jeden ze studentów: "Nie może być! Marks i
Engels?!"
Pół żartem, pół serio można zaryzykować stwierdzenie, że dziewięciu
na dziesięciu studentów etnologii wykrzyknęłoby dziś w podobnej
sytuacji: "Niemożliwe! Malinowski?!"
Każdy, kto odróżnia choć w podstawowym zakresie etnologię od
ichtiologii i antropologię od androidów, przystąpi do lektury Dziennika
w ścisłym tego słowa znaczeniu z mniej lub bardziej określonym
nastawieniem. Będzie to, rzecz jasna, wynikiem znaczącego wkładu Bronisława
Malinowskiego do dorobku uprawianej przezeń dyscypliny, ale i lektury wstępu
do najnowszego wydania dzieła, którego autorka Grażyna Kubica rozpływa
się w pochwałach dla uczonego i broni go przed atakami recenzentów
niczym zaborcza harpia złapanych w sidła podróżników.
Przed przystąpieniem do lektury Dziennika... czytelnik spodziewa się
zatem książki niezwykłej, nowatorskiej i przełomowej, czegoś w
rodzaju Zwrotnika Raka czy Różoukrzyżowania Henry-ego Millera,
tyle że na gruncie antropologii.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym porównaniu. Kamieniem milowym w
rozwoju postnowoczesnej literatury i zasługą Millera, człowieka, który
jak określiła to Erika Jong1, "dał światu bujność narracji w
pierwszej osobie i czas teraźniejszy" było stworzenie zupełnie
nowej, maksymalnie zbliżonej do "prawdziwego życia"
konwencji narracyjnej, której sens w skrócie da się wyrazić w jakże
subtelnym i lapidarnym stwierdzeniu samego pisarza: "Książka
paryska: w pierwszej osobie, bez cenzury, bez konstrukcji "pierdol
wszystko!" Od czasu wydania w Stanach Zjednoczonych Zwrotników...
nic nie było już takie jak dawniej. Człowiek o "twardym sercu i
sześciocalowym członku" przeszedł do historii, do Kolosa z
Maroussi czy Czarnej wiosny odwoływali się Kerouac, Ginsberg, Nin, Jong,
Mailer i wielu (czy też wiele...) innych, zawsze zaś łasi na pokusy
futurologii krytycy zaczęli znacznie śmielej niż w czasach D.H.
Lawrence'a kreślić wizje autobiografii jako jedynej prawdziwej
literatury przyszłości.
|